Z szaleństwem wypisanym na twarzy..

Danonki, na siłowni..

30 marca, 2008

Ostatnio zakupiłem karnecik na siłownię. W sumie nie z żadnego głębszego powodu, tylko po to by lepiej się czuć, ale nie chcę wyglądać jak trzydrzwiowa szafa ścienna. Pominę to że moje wszystkie ciężary są w 'wartościach dziecięcych', i że aż sam się dziwię jaki słaby jestem. Byłem niby tylko 2 razy a już mnie dobija tam pewna rzecz.. Wszyscy gadają o 'rośnięciu'.. Co jeść, ile, o długości 'cykli', jak zbić tłuszcze, jakie odżywki.. Etc. Słucham tego z czystej ciekawości, ale ile można.. Aż wyalienowany się czuję..

Arkadij i Borys Strugaccy - Piknik na skraju drogi Arkadij i Borys Strugaccy - Piniedziałek zaczyna się w sobotę

Bracia Strugaccy podobnie jak inni rosyjscy pisarze nie są u nas zbyt popularni, szczególnie dziś gdy dostęp do zagranicznej fantastyki jest nieograniczony mało kto skusi się by choćby spojrzeć na dzieła zza wschodniej granicy. To aż niesprawiedliwe że np. Dicka (choć sam nie wiem czemu) zna praktycznie każdy kto z fantastyką miał cokolwiek do czynienia, a gdy spytasz o Strugackich (którzy są już klasyką) nastaje cisza. Sam natrafiłem na nich przez przypadek gdy na podstawie ich książki wydano grę cRPG („S.T.A.L.K.E.R”),a przeglądając biblioteczną półkę jakimś cudem skojarzyłem nazwisko.

W „Pikniku” i „Poniedziałku” poza sposobem narracji ciężko znaleźć cechy wspólne a odróżnia je przede wszystkim klimat.

„Poniedziałek..” zaskakuje swobodą i wielobarwnością. Wpleciono w fabułę od groma bajek i czyta się tą książkę wręcz z dziecinną uciechą, bo jest bardzo pogodna. I jakkolwiek kuriozalnie to zabrzmi przygody programisty w instytucie badania magii zaskakują czytelnika na każdym kroku i ani trochę nie nudzą.

„Piknik..” natomiast do pogodnej literatury nie należy. Tu już nie ma czarno-białych postaci i karykaturalnego spojrzenia na świat. Wszędzie jest szarość Pojawili się kosmici. Po co? Nikt nie wie. Ale została strefa. Każdy próbuje na niej zyskać ile tylko może, nie patrząc na to że wokoło są same tragedie. Szabrownicy - "stalkerzy", walczą w niej o przeżycie, a nawet jeśli im się uda nie zginąć to poza nią muszą się strzec tak samo jak by w niej byli. Świat jest diabelnie realistyczny, momentami wręcz czuć zapach błota czy rdzy.

Szczególnie polecam „Piknik..” bo to naprawdę genialna książka i jeśli będziecie mieli możliwość się do niej dorwać to nie czekajcie ani chwili.

Kolorujemy..

19 marca, 2008

Chciałem zmienić skórkę jogga, na taką całkowicie by me, ale że jestem okropnym leniem to skończyło się tylko na przeróbce wcześniejeszej. W sumie to zbyt wiele nie zrobiłem przy tym, alę liczę że całkiem znośnie wyszło ^^

Wiele nas łączyło..

16 marca, 2008

Wiesz Kasiu, to były miłe chwile. Byłaś pierwszą która wydawała się idealną dla mnie. Wiele nas łączyło, szybko wspólnie rozwiązywaliśmy problemy na które natrafialiśmy. Niby wszystko było ok, jednak mam dość uczucia że idę pod prąd, walczenia z błahymi problemami, i tego że na każdym kroku ukazujesz swoją archaiczność w modnych łaszkach. Masz bardzo ofiarnych przyjaciół, jednak nie nimi się żyje. Spotkałem kogoś innego, komu dałem szansę i potem wywarł na mnie piorunujące wrażenie. Przykro mi Kasiu, musimy się rozstać. Nie wiem na jak długo, może nawet na stałe, ale zostanę z Arch.

darmowy hosting obrazków
Arch linux: Xfce (wszystko Murrine) + Audacious + Transmission + Pidgin + Terminal

Kilka dni temu na moim dysku pojawiła się Kasia. Szukałem zamiennika dla Xubuntu bo powolność jego działania doprowadzała mnie do szału. Pościągałem parę dystrybucji livecd i zacząłem je przeglądać. Odpaliłem KateOS i aż się zdziwiłem szybkością z jaką działa. Z płyty system działał sprawniej niż ubuntu.. Po chwili wahania zdecydowałem - instaluję!
Instalacja jest banalna, i nie ma zbytnio co o niej mówić bo jest opisana dokładnie na wiki projektu. System łatwo i szybko został zaktualizowany. Zacząłem buszować po nim i pierwsze zachwyty nagle przyćmiła cisza po odpaleniu empetrójki. Wtf? Okazało się że ALSA nie wykryła karty.. Nowsza wersja pakietu była w repozytorium community więc 2 min i miałem już dźwięk.
Nie lubię przesady w ilości programów i Kasia z ilością komunikatorów lekko przesadziła - trzeba było wywalić co niepotrzebne. Pomocą przyszedł tu KatePKG, owiany legendą graficzny menadżer pakietów napisany w php-gtk. Całkiem znośnie się nim pracuje, a ludzie którzy trąbią że to zło wcielone to chyba nawet z niego nie korzystali, i zapominają że to tylko graficzna nakładka na updateos'a - faktycznego zarządcę pakietów. Całkiem dobrym pomysłem jest Realm (również napisany w php) menadżer repozytoriów którego obsługa jest również dziecinnie prosta. Trzeba jednak nadmienić że sporo softu w repozytoriach jest dość stara, i czasami trzeba się posiłkować paczkami dla Slackware albo zrobić własne.
Powywalałem soft, wgrałem trochę nowego. Zachciało mi się napisać notkę w OpenOffice. Pomijając że wersja jest dość stara (2.2) to nie działa ona poprawnie. Belka tytułowa wyświetla jakieś paski zamiast nazwy pliku - za cholerę nie mogę znaleźć żadnego info jak to naprawić. Kolejny problem na jaki natrafiłem to w mplayerze. W każdym distro jakim się bawiłem do tej pory działał on porządnie, i nie było żadnych problemów. Tutaj za żadne skarby nie mogę zmienić wyjścia video z x11 bo inaczej zupełnie nic nie wyświetla.
Kolejną rzeczą jaka się często przewala przez opinie o tym systemie to chore zależności między pakietami. Hm jakoś do tej pory na nic dziwnego w pakietach nie natrafiłem, choć nie wykluczam że się zdarza. Ale przynajmniej obsługa zależności jest - za to duży plus.
Nie wiem czy Kasia zagości u mnie na dłużej, tych kilka drobnych błędów sprawia że mam ochotę szukać swojego nowego systemu dalej. Ogólnie jest to fajny system, ma małe wymagania i śmiga jak sam diabeł. Mój pulpicik:

darmowy hosting obrazków

walka przystojniaków - alien vs predator 2

Stało się nowa część hitu sprzed kilku lat nadeszła. Alien vs Predator (2). Po całkiem udanej pierwszej części Hollywood by nie wytrzymało gdyby nie zrobiono kolejnej części tego pojedynku monstr z nieznanej nam części kosmosu. Tym razem statek z Alienami rozbija się na Ziemi. By zwalczyć owe plugastwo które niechybnie wykończyło by mieszkańców naszej planety przylatuje samotny Predator. Powstaje tu nawet mieszaniec A i P. Kontener dolców poszedł na stworzenie filmu, całą ich górę musiano przeznaczyć na promocję. Był sens? Może i był, ale ja go nie widzę. Za to czuję się oszukany.
Jak mnie oszukano? Normalnie. Zrobiono kmiota. Akcja zaczyna się całkiem interesująco, ale już po może 10 minutach człowiek zastanawia się czy to tylko dziwne odczucie że poziom filmu zaczyna spadać. Jeden z głównych bohaterów - szeryf, sprawia wrażenie że wcześniej z grą aktorską miał tyle wspólnego że zagrał w szkolnych jasełkach, a kilka innych postaci (np. chłopiec z ojcem na polowaniu) sprawiało wrażenie że na castingu wybierano przypadkowe osoby.
Zupełnie nie rozumiem motywu z 'niebieskim płynem', po cholerę on? Wydaje się on co najmniej dziwny gdy pół miasta zostało wymordowane, a zwłoki walają się wszędzie. Kolejny motyw na siłę wepchnięty to mamusia z marines prowadząca transporter opancerzony. Mało tego! Ona nawet helikopter umie pilotować. Pomińmy tylko chwilą ciszy to że nic innego w filmie nie robi, zanim dokonuje tylko heroicznych czynów (ale seksistowski drań ze mnie.. ^^) ginie kwiat US Army..
Dalej w filmie natrafiamy na 'obślizgłe' sceny i to w dosłownym tego słowa znaczeniu bo maszkary z kosmosu zbudowały sobie gniazdo. Niby jest półmrok, obślizgłe błony, wydzieliny, stosy trupów i cholera wie co jeszcze. Miało to wzbudzić trochę strachu w widzu? Może i wzbudza, ale w wieku przedszkolnym, ale nawet w to śmiem wątpić..
Ni to horror, ni to film akcji. Ogólny kicz i tandeta 3/10