Z szaleństwem wypisanym na twarzy..

logo CenOS

Jako iż wyszła nowa wersja CentOS, postanowiłem sprawdzić jak by te opierające się na Red Hat Linux Enterprise distro nadawało by się na biurko.. Skusiło mnie zwłaszcza to że projekt Jazz w który chciałem się zaangażować opiera się na tej dystrybucji.
Instalator nie zmienił się od wieków, i jest to znana wszystkim fedoro- i redhato- podobnym Anaconda. Jest debilnie prosta, a wybór GUI ogranicza się do KDE i Gnome do których można wyklikać dodatkowe pakiety. Niestety jako iż nie mam DVD musiałem żonglować płytami, ale po dość krótkim czasie wszystko co mnie interesowało znalazło się na dysku, a instalator dał cynk że rozpoznał sprzęt w kompie. Po (prawie) standardowej instalacji 'cent' zajął ponad 1,7 GB na dysku..
System ładuje się względnie szybko (duuuuuuuuuużo szybciej niż fedora), i to mimo dość pokaźnej liczby ładujących się usług. Lekkie zdziwko zaliczyłem gdy po aktualizacji systemu postanowiłem sprawdzić jaka wersja Gnome u mnie gości, bo choć niby priorytetem jest stabilność, to 2.16 (wrzesień 2006?) to lekka przesada.. Na szczęście w repozytorium chociaż Xfce jest nowszy..
Po lekkich walkach z Xorg udało mi się ustawić rozdzielczość inną niż 1290x960, bez żadnych dziwnych krzaków pojawiających się przy ładowaniu GUI i postanowiłem pomęczyć przeglądarkę. Tu najgorzej się nie okazało bo Firefox3 (beta5) do najstarszych nie należy. Mineło 5 minut i miałem już flasha. Lekko się zdziwiłem gdy filmiki z youtube jakimś dziwnym trafem były nieme..
Okazało się że system nie wykrywa karty dźwiękowej.. Nie pierwszy raz z kartą są problemy, więc pobawię się z Alsą. Doinstalowałem alsaconf, wybieram swoją kartę a tu dupa, nic się nie dzieje. Probowałem aktualizować pakiet, ale w ostateczności dodanie karty okazuje się (dla mne) wręcz niewykonalne bo wujek google wyznał mi że musiałbym rekompilować jajko..
Kilka innych przepychanek też było, choćby dla przykładu z ikonkami Tango, bo te nieinstalowane z rpm'a jakoś nie chciały do końca działać.. I tak wspomnę że te z paczki również miały milion lat, podobnie jak sporo softu w repozytoriach. O walce z kodekami nie chce mi się nawet pisać..
Może na serwer, czy do rozwiązań firmowych system jest jak najbardziej ok. Tam ma przede wszystkim działać. Jednak na desktop, gdzie liczą się wodotryski i pogoń za najnowszymi wersjami osiąga apogeum zdecydowanie się nie nadaje..
Czy może tylko ja mam takie zdanie?

Baj baj płonący lisku..

14 czerwca, 2008

Jakiś czas temu z opery już korzystałem, ale brak niektórych wtyczek mi skutecznie przeszkadzał. Więc jako niewierny ukorzyłem się i wróciłem do płonącego liska. Ostatnio nawet go polubiłem za wersje z numerkiem 3, bo już nie zjadał mi połowy systemu i szybciej działał, lecz pojawiło sie pewne ale..
Wyszła wersja 9.5 Opery.. Hmm kusiło to, oj kusiło.. I skusiło.

Jest szybsza i mniej zasobożerna. Choć nie wykluczam że wrócę, mogę powiedzieć: papa Firefox!

Opera Logo