Z szaleństwem wypisanym na twarzy..

K. J. Bishop – Akwaforta

Zwykle wystarczy że jakaś (u)znana osoba (byle nie Ziemiański czy Piekara..) napisze kilka czułych słów na okładce książki by zachęcić do jej przeczytania. Tym razem padło na uwielbianego przez niektórych Jacka Dukaja, który uraczył mnie opisem że Akwaforta „zwyciężyła go stylem, klimatem i nienachalną, nieefekciarską pomysłowością”. Po przeczytaniu zastanawiam się czy to ironia, czy on po prostu gustu nie ma..

Nie zagłębiając się zbytnio w fabułę (której w zasadzie nie ma, albo ja jej po prostu nie dostrzegam) mamy do czynienia z dwójką bohaterów – lekarką Raule i zabijaką Gwynnem, których drogi często przeplatają się. Jako byli rewolucjoniści ścigani przez Armię Bohaterów (co za nazwa..) muszą uciekać z Kraju Miedzi i osiadają w mieście Ashamoil. Głównie mamy styczność z Gwynnem, który dla zabicia czasu prowadzi filozoficzne dysputy z podupadłym w wierze klechą i zakochuje się w artystce imieniem Beth.

Świat w książce to deliryczna wizja obłąkańca – mamy zaprezentowany przekrój od XVII do XIX wieku, wliczając w to parodię westernu wymieszanego z pustynnymi podróżami na wielbłądach. Dziwnych motywów jest więcej jak choćby targowisko o nazwie Carrefour.. To reklama jakaś czy bezpośrednie źródło inspiracji? Gdyby tego jeszcze było mało to autorka próbuje wdawać się w wywody o życiu jak Coelho, i opisywać sceny łóżkowe niczym siedemdziesięcioletnia stara panna która o życiu seksualnym czytała w harlequinach („..wnikał językiem w ustnik Beth.”, litości..).

Wszelkie konkursy głupoty wygrał samotny mściciel, który niczym tarzan biegał tylko w przepasce biodrowej, a jako broń miał topór zrobiony z.. żony (za pomocą „magii”). To potwierdzenie tego że niektórzy po pijaku nie powinni brać się za pisanie.

Nie wiem co Dukaj dostrzegł w Akwaforcie, ale ja raczej nie widzę tego samego, a jedynie chłam który wypełnia tę książkę. W moim odczuciu autorce brakowało konkretnego pomysłu na nią. Czyta się łatwo, ale z lekką nutą politowania dla samego siebie. Dodatkowo można się bezpośrednio czepiać tłumaczenia w którym niesmak budzą niektóre nazwy na które tłumacz widocznie nie miał pomysłu. Zastanawiam się jak ta książka mogła znaleźć się w serii która próbuje uchodzić za taką z dobrym smakiem..

Kicz – nie polecam. 2/10

Komentarze do wpisu "Przeczytane: K. J. Bishop – Akwaforta":

1. torero napisał(a):
29 maja 2009, 22:41:18

E no, dobry człowieku, cóż Ty chcesz od Ziemiańskiego? Bo nastawienie do Piekary to ja rozumiem i chyba kiedyś dałem temu tu nawet wyraz, ale Ziemiański???...

2. sl3dziu napisał(a):
30 maja 2009, 09:59:24

Miło że się zgadzamy co do Piekary, ale Ziemiański podpadł u mnie. Co prawda nie czytałem „Achaji” którą ludzie polecają, tylko „Zapach szkła” ale nie zachwyciła mnie ta książka ani trochę. Poza tym trochę się zbyt często pojawiają jego opinie na okładkach bym brał je poważnie.

3. Piotr Pyclik napisał(a):
01 czerwca 2009, 12:31:05

Poczytaj sobie serię Atalaya niejakiej Jagi Rydzewskiej. Właściwie szczególnie polecam torero – opisana jest taka postępowa „UEropa”, tyle że 10 tys lat później, mocne i trafne. :)

4. sl3dziu napisał(a):
02 czerwca 2009, 00:17:35

Piotr: Dzięki za polecenie książki ;) Gdzie zginąłeś bo Cie od kupy czasu nie dawałeś śladu życia. Zgadnij o kim było to o uwielbieniu dla Dukaja ^^

5. Piotr Pyclik napisał(a):
02 czerwca 2009, 11:00:54

To o Dukaju było do mnie? :) No cóż, jak dla mnie jest debeściakiem ogólnie wśród twórców s-f. :) A jeśli chodzi o zaginięcie, to rzuciłem w cholerę to blogowanie, pod domenkę podpiąłem tylko taką stronkę informacyjną. Jak coś, to te powieści Rydzewskiej są w Książnicy.

6. sl3dziu napisał(a):
02 czerwca 2009, 19:46:23

Tak o Tobie, choć ja przeczytałem jego „Extense” i nie wiem czy mam ochotę na więcej ;) Wciągnę Rydzewską na swoją listę, w ramach rewanżu mogę polecić „Sabriel” Gartha Nixa.

7. Piotr Pyclik napisał(a):
03 czerwca 2009, 17:13:47

Bo Dukaj jest męczący, wiem coś o tym po przebrnięciu przez „Lód”. ;)

Dodaj komentarz: