Z szaleństwem wypisanym na twarzy..

Wysadzić Rosję - Litwinienko (recenzja)

W moim skrajnie pesymistycznym świecie mało jest sytuacji, które potrafią sprawić że zaczynam jeszcze bardziej wątpić w ludzi. Jeszcze mniej potrafi mnie przerazić. Jednak po przeczytaniu „Wysadzić Rosję” Aleksandra Litwinienki i Jurija Felsztinskiego przeraziłem się mocno tym w którą stronę ten świat zmierza i co się dzieje za naszą wschodnią granicą.

Litwinienko w 1998 roku wywołał w Rosji burzę tym jak na konferencji prasowej publicznie oświadczył że otrzymał od swoich zwierzchników w FSB rozkaz zabicia jednego z najbogatszych Rosjan - Borysa Bieriezowskiego. Po kilkukrotnych aresztowaniach uciekł z Rosji do Londynu, gdzie zaczął prowadzić prywatne śledztwo odnośnie poczynań służb specjalnych czego wynikiem jest napisana wraz z Felsztinskim książka, która w Rosji ma status zakazanej.

Książka nie jest jakąś bzdurną powieścią sensacyjną, lecz dokumentem opisującym poczynania rosyjskiej służby bezpieczeństwa, oraz sposób w jaki Putin doszedł do władzy. Ilość nazwisk i opisywanych sytuacji (popartych nierzadko konkretnym dokumentami) jest ogromna. Całość przeraża zwłaszcza jak się to zestawi z historycznym faktem że Rosja jest krajem nieprzewidywalnym.

Pewnie wielu zaszufladkuje całość jako kolejną z teorię spiskową jednak otrucie Litwinienki polonem niejako podkreśla autentyczność chociaż części poruszanych kwestii. A jeśli przyjrzymy się przeradzaniu się Rosji w kraj totalitarny to nawet niema co dyskutować nad prawdziwością tez zawartych w książce.

Zdecydowanie polecam do przeczytania. Tym razem bez oceny.

Kornew - Śliski cz.1 Kornew - Śliski cz.2

Tak to już jest, że film potrafi się człowiekowi urwać. Zwykle dzieje się to podczas melanżu i trwa względnie krótko. Jednak co wtedy gdy nasz blackout trwa pół roku i budzimy się w zaspie? Tytułowy Śliski nam to opowie - zwłaszcza że nikt mu życia na Przygraniczu nie zamierza ułatwiać.

Książka jest kontynuacją bardzo udanego "Sopla", który dzieje się w świecie będącym jakby karykaturalną wizją Syberii. Trudno w nim przeżyć, a szczególnie gdy jest się Śliskim, który w trakcie wcześniejszych wydarzeń (i nawet przez swoją nieobecność!) narobił sobie wrogów. Otoczenie nie szczędzi mu bolesnych (i to głównie dosłownie) chwil, nie dając marnować czasu na głębsze refleksje i użalanie się nad tym w jakie to kolejne gówno wdepnął.

Całość wygląda jak schemat gry RPG i można by uznać Kornewa za całkiem dobrego prowadzącego, gdyby swój pomysł dopracował. Poszczególne elementy książki niby pasują do siebie, jednak trafiają się w tej części momenty, kiedy ma się wrażenie sztuczności, a niekiedy jest wręcz nudno.

Generalnie nie jest źle, ale o ile wcześniej przygodami Śliskiego byłem oczarowany, tak teraz się lekko zawiodłem.

Mimo wszystko nawet fajne. 7/10

Rafał Kosik - Kameleon

Nagroda im. Janusza A. Zajdla, czyli po ludzku "Zajdel", do tej pory była dla mnie swoistym wyznacznikiem jakości. Czytałem kilka książek Zajdla i choć nie przepadam za sf to trzeba przyznać że mi się podobały. Dodatkowo Sapek (A. Sapkowski) zdobywał kilka razy (i słusznie) tą nagrodę. W związku z tym książka nią nagrodzona musiała być dobra. Forma przeszła jest jak najbardziej słuszna, bo "Kameleon" moim zdaniem to wielka pomyłka.

Koncepcja istnienia życia w kosmosie i loty badawcze to okrutna sztampa - trzeba wiele nawymyślać by się czymś wyróżnić pośród innych autorów. Kosikowi się niby udało, bo choć eliminowanie siebie nawzajem przez "humanoidalne" cywilizacje niczym oryginalnym nie jest, to sposób na ich powstawanie mnie lekko zaskoczył pod koniec książki. I tylko końcówka jest dobra. Pozostała część to diabelnie naiwna opowiastka, którą pod koniec próbuje się tuszować jakąś koślawą koncepcją na powód przyspieszonego rozwoju jednej opisywanej przez cały czas cywilizacji.

Tylko końcówka zasługuje na zainteresowanie. 5/10

neil gaiman - gwiezdny pył

Ostatnio ogarniam co Gaiman wypuścił spod swojego pióra. Po zasmakowaniu "Amerykańskich Bogów" (naprawdę mi się podobało) oraz "Dymu i luster" (w zasadzie wszystkie opowiadania były dobre), nie mogąc dorwać "Nigdziebądzia", z bibliotecznej półki porwałem "Gwiezdny Pył". Nieskalany obejrzeniem filmu nakręconego na podstawie tej książki, dane mi było przeżyć wszystko na swój sposób i zostałem cudnie oczarowany.

Baśniowa otoczka snuta w książce choć momentami kalana czerwienią krwi i śmiercią utrzymuje się do ostatnich liter. Szczególnie urzeka humor w książce, taki typowo angielski, i idealnie pasujący do wydarzeń. Akcja rozwija się raczej powoli, jednak na pewno nikt się nie zniechęci tym. Polecam!

9/10

Jacek Piekara - Miecz aniołów
„Przede wszystkim nie zadawajcie wielu pytań, zwłaszcza takich, na które ciężko znaleźć odpowiedź. Świat jest zbyt skomplikowany byście jeszcze wy zmuszali ludzi do myślenia”

Tym fragmentem Piekara już na wstępie kolejnego zbioru opowieści o Mordimerze Madderdinie idealnie podsumował swoje pisarstwo i to na co dalej natrafimy. To że jest zadufany w sobie wiedziałem od przeczytania niezbyt udanego „Młota na czarownice”, jednak postanowiłem dać mu jeszcze jedną szansę i zabrałem się za „Miecz aniołów”. Zawiodłem się i odniosłem wrażenie że nie ceni on zbyt wysoko swoich czytelników.

O tym z kim się spotkam wiedziałem już wcześniej. Nie spodziewałem się by główny bohater dopasował się on do mojego wyśnionego ideału inkwizytora. W zasadzie to żaden z niego inkwizytor. Bliżej mu do zdewociałego bandziora o sadystycznych skłonnościach czasami mającego odruchy irracjonalnej dobroci. Nie było by to jeszcze takie złe gdybym co chwilę się nie dowiadywał czego ciekawego nauczyli go w Akademii Inkwizytorium, bo wśród nowości jakie wyłapałem było m. in. przyjmowanie śmiertelnych ciosów i udawanie trupa. Ciekawe czy miał kurs gotowania na parze i składania origami – wydają się ona na tym samym poziomie..

Dodatkowo powoduje niesmak ciągnące się za czytelnikiem wrażenie deja vu, które potęgowane jest przez ciągłe przypomnienia Madderdina o tym jak skromnym i uniżonym jest sługą, oraz jak bardzo Kostuch śmierdzi. Wszystkie opowiadania są dobijająco przewidywalne, a wywody bohatera trącą nudą. W zasadzie gdyby zamienić okładki z poprzednią częścią pewnie mało kto by zauważył różnicę.

Nie spodobało mi się ani trochę. Jest to w zasadzie „Młot na czarownice” ubrany w nowe szatki. Radzę trzymać się z daleka jeśli nie jest się smakoszem odgrzewanych kotletów. Ja na kolejną część się raczej nie skuszę.

Odgrzewany kotlet. 3/10

Jacek Dukaj – Xawras Wyżryn

Ludzie przepadają rozmyślać „co by było gdyby”.. Są to zazwyczaj głupoty odnośnie własnej osoby, jednak czasem znajdzie się ktoś, kto stara się gdybać w nieco szerszym zakresie i co gorsza spisuje to. Czasem może wyniknie z tego coś ciekawego, ale w większości są to gnioty których wydanie powinno zostać zakazane. Dukajowi możemy cenzurę odpuścić, choć obyło się bez rewelacji.

Całość jest zbiorem kilku opowiadań, wśród których dominuje to o tytułowym Xavrasie Wyżrynie. Dzieje się ono w świecie w którym Polska nie cieszyła się długo suwerennością, kampanię bolszewicką przegraliśmy przez „brawurę Piłsudskiego”, a Stalin nie umarł w latach 50tych poprzedniego stulecia. Xavras jest w zależności od punktu widzenia bojownikiem o wolność, bądź terrorystą – choć granica między jednym a drugim jest dość niewyraźna. Dołącza do niego Ian Smith, Amerykanin polskiego pochodzenia, który został wysłany przez stację telewizyjną by móc relacjonować światu poczynania Wyżryna. W ramach pozostałych opowiadań autor wziął pod sąd 1/12 Rudryka Vlade Zlatko, który będąc kimś pokroju Ceausescu posunął się o wiele dalej w kwestii zapewnienia sobie panowania. Po dość przydługich dywagacjach zostaniemy uraczeni kolejnymi odnośnie "żydostwa" i antysemityzmu, by pod koniec żywa góra żelastwa bez cienia współczucia zakończyła nasze spotkanie z tą książką.

Dukaja nie czyta się łatwo. Trzeba się nad nim skupić bo wiele można stracić, ale potrafi przy tym zmęczyć. Niezbyt mi do gustu przypadło otwarte filozofowanie, które w takiej formie było lekko niesmaczące. Dodatkowo goryczy dostarczyło opowiadanie „Przyjaciel prawdy. Dialog idei” w którym dość łatwo idzie zauważyć po której stronie stoi autor. Dodatkowo przez chwilę miałem wrażenie że najlepszym opowiadaniem będzie ostatnie, jednak dość szybko sprowadzono mnie na ziemię.

Nie wiedziałem czego dokładnie mam się spodziewać po tej książce. Mimo iż wiele osób ją polecało to nie zostałem przez nią oczarowany. Nie spowodowała też że zapałałem szczególną miłością do prozy Dukaja. Co prawda można szczerze przyznać że wyróżnia się z tłumu, ale raczej nic poza tym.

Dla fanów filozofowania. 7/10

Garth Nix - Lirael

Czasami nie ważne jak mocno by się czegoś pragnęło, i tak się tego nie dostanie. Wszystkim rządzą kaprysy losu, jednak zamiast załamywać się że drzwi którymi chcieliśmy przejść są zamknięte, lepiej sprawdzić czy jakieś inne się nie uchylają - nie ma tylko jednej drogi do spełnienia marzeń. Tylko wtedy nie mamy pewności czy dojdziemy gdzieś indziej niż chcieliśmy..

Upłynęły już lata odkąd Sabriel i Touchstone przejęli władzę w Starym Królestwie, i choć sytuacja w nim się znacznie poprawiła, to nadal nie nastał prawdziwy pokój. Ciągle na obrzeżach grasowały stwory Wolnej Magii z którymi musiał walczyć Abhorsen, a coraz liczniejsze epizody ze zmarłymi wskazywały że pojawił się ktoś kto nimi rządził – nieznany wcześniej nekromanta. Jak by tego było mało istniała groźba że do Królestwa zostaną wpuszczone tysiące uchodźców z południa którzy nie mając pojęcia o zasadach życia za Wielkim Murem stali by się łatwą zdobyczą dla istot które opierają się śmierci.

Stykamy się z sympatycznym, choć mocno bojaźliwym księciem Samethem i tytułową Lirael, córką Clyrów. Książę, który podobnie jak swoja matka młodość spędza w szkole w Ancelstierre, musi ją opuścić z powodu niebezpieczeństwa jakie nad nim zawisło. Natomiast z młodej Clayry drwi przeznaczenie nie chcąc nagrodzić darem który posiada każda z jej rodu – widzeniem przyszłości. Rozwój wydarzeń sprawia że zyskuje ona oddanego przyjaciela – Podłe Psisko i w zamian za upokorzenia otrzymuje dar który był od setek lat przeznaczony tylko dla niej. Historie naszych bohaterów przeplatają się i tworzą oni duet mający zmienić losy Królestwa.

Wcześniejsza Sabriel wyznaczyła u mnie wysoki poziom oczekiwań wobec kolejnej części trylogii. Niestety mimo iż książka jest całkiem dobra, to nie była w stanie im sprostać. Powodów jest kilka, ale szczególnie zaważyła przewidywalność rozwoju akcji. Niemal na początku można było sobie resztę dośpiewać. Dodatkowo obraz Podłego Psiska był dość niespójny i (choć może to dziwnie zabrzmieć) był on mniej realny niż Mogget z którym spotykamy się również w tej części.

Co prawda momenty w których twarz sama wykręca się w grymasie niezadowolenia można policzyć na palcach jednej ręki, jednak psują one odbiór. Jak by tego było mało, dość łatwo wyłapać różnice w tłumaczeniu – moim zdaniem te poprzedniczki było lepsze.

Niestety trochę zawodzi oczekiwania. 7/10

Siergiej Łukjanienko - Nocny Patrol

Nie można podchodzić do świata tylko z od jednej strony skoro zewsząd nas otacza. Tak samo nigdy nie ma jednej, jedynej prawdy – są co najmniej dwie, a każdy patrol ma swoją, bo wiele rzeczy wygląda zupełnie inaczej gdy stroisz po przeciwnej stronie barykady. A skoro poznałeś już świat Nocnego Patrolu to może spróbujesz z Dziennym? Uważaj, bo jeszcze się zdziwisz..

Książka dzieli się na trzy części – każda opisuje historię innego Ciemnego a czasem wśród nich wplata się Antonii Grodecki – Jasny. Spotykamy się ze znajomą z poprzedniej części, Alicję Donnikową, wiedźmę odkrywającą prawdziwe uczucie którego istnienia w niej my, ani nawet ona sama nie była w stanie przewidzieć. Ta odrobina słodyczy jest początkiem dramatu jej i jej kochanka - ciążące na niej fatum ją niszczy, a jego echo odbija się do końca książki.

Gdy poznajemy Walija Rogozę nie wiadomo o nim nic – on sam nie do końca wie kim jest. Niczym dawny romantyk kieruje się tym co mu podpowiada jego wnętrze, a nie „szkiełko i oko” którym on umyka – istny człowiek zagadka, który nieświadomie miesza w układzie sił. Styka się z nim Edgar, silny mag nie wiadomo z jakiego powodu ściągnięty do dalekiej Moskwy, a który z biegiem czasu uzmysławia sobie swoją rolę w planach Zawulona – szefa patrolu.

Całość jest lekkim zaprzeczeniem wrażenia jakie odnosi się w Nocnym Patrolu. Ciemni nie są przyczajonymi istotami (no może w większości..) które czekają tylko na to aż się potkniesz by rzucić Ci się do gardła. Mimo niejednej krwi na rękach wydają się bardziej ludzcy od Jasnych bo przynajmniej nie zasłaniają się pustymi hasłami naprawy świata.

Jednak mimo kilku całkiem ciekawych pomysłów, książka nie upaja tak samo mocno jak poprzedniczka. Czuć że maczały w niej palce osoby o dość odmiennych stylach. Początek rozpoczyna się mocnym akcentem i akcja nabiera tempa, by nagle wyhamować i wlec się do połowy nagle rwąc do przodu by po tym znowu rozpłaszczyć się na niewidzialnej ścianie i trwać tak do końca. Dodatkowo te ślimacze fragmenty odzierają historię z nieprzewidywalności jaka charakteryzuje prozę Łukjanienki, pozostawiając lekki niesmak.

Nie powala jak poprzednia część, ale mimo wszystko dość solidne. 8/10

Garth-Nix - Sabriel

Rzadko kiedy można w fantastyce trafić na coś co chociaż w teorii pretenduje do miana oryginalności. Dlatego gdy trafiam na książkę na której okładce ktoś w jakiś sposób wspomni że jest odkrywcza dla gatunku, albo w jakiś inny sposób genialna i bestsellerowa to wkładam taki opis między bajki i po prostu ją odkładam. W przypadku Sabriel – sam nie wiem czemu – zrobiłem inaczej i mimo dużej dawki sceptycyzmu nie wróciła na półkę. Było warto dać jej szansę.

Tytułowa Sabriel jest z pozoru normalną dziewczyną uczącą się w szkole z internatem. Pochodzi ze Starego Królestwa – kraju za Wielkim Murem w którym nic nie jest takie jakim się na pozór wydaje, a o którym opowieści większość mieszkańców Ancelstierre nie bierze na poważnie. No bo jak w wypełnionym logiką świecie uwierzyć że ludzie władają tam dziwnymi mocami i że żadna wyższa technologia nie pomoże w obronieniu się przed istotami zrodzonymi z Wolnej Magii? Ratunkiem dla niej może być jedynie Kodeks – siła będąca przeciwwagą dla niej, a którą umie władać bohaterka książki. Jest ona córką Abhorsena – nekromanty który wysyła duchy zmarłych z powrotem do Śmierci i w którą może się zagłębiać o ile ma odpowiednio dużo siły na to.

Żyła by ona sobie dalej w cieple i spokoju gdyby nie to że coś uwięziło w Śmierci jej ojca. Teraz nie zważając na nic musi wyruszyć na jego ratunek zagłębiając się w mroczny i surowy świat za Wielkim Murem wyposażona jedynie w to co dostała od posłańca – atrybuty każdego Abhorsena – miecz i dzwonki nekromanty.

Książka jest pierwszą częścią trylogii i trzeba przyznać że mocno wciąga od samego początku. Ciągle się coś dzieje, a to co spotyka naszą bohaterkę na każdym kroku zaskakuje. Nie czuć jakiś zgrzytów i niedopasowania w świecie wykreowanym przez Nixa – całość wydaje się spójna. Nawet wpleciony wątek miłosny w żaden sposób nie razi. Spodoba się nawet tym którzy nie gustują w fantasy - sprawdzone.

Naprawdę warto. Polecam! 10/10

Siergiej Łukjanienko - Nocny Patrol

Rosyjscy pisarze mają szczególny dar opisywania codzienności w przytłaczających odcieniach szarości na tle których nieliczne postacie odcinają się jaskrawymi barwami. I choć może ciepłe barwy na tle nijakości przyciągają Cię do siebie, to raczej powinieneś uciekać niż iść ku nim. Bo Nocny Patrol może nie zdążyć Ci pomóc.

Na świecie są jedynie dwie siły które nim rządzą – Światłość i Ciemność. Choć oficjalnie obie są związane traktatem mającym uchronić go przed Armageddonem to każda strona stara się mimo wszystko uzyskać przewagę. Antonii, członek Nocnego Patrolu (reprezentującego Światłość) codziennie stara się zachować status quo, nierzadko zacierając granicę między dobrem i złem. Bo tutaj czynienie dobra, jest przyzwoleniem na czynienie zła. Dlatego nie tępi się wilkołaków i wampirów po prostu pozwalając im żyć, a jednym z zadań Nocnego Patrolu jest ich kontrola i przydzielanie co jakiś czas „posiłków”. Dlatego jeśli będzie Was coś w najbliższym czasie ssało w szyję to wiecie gdzie się zgłosić z pretensjami..

Nasz Antoni, jest w stanie wchodzić w Mrok – formę świata równoległego, w którym wszystko jest takim jakim jest naprawdę i w którym przebywać mogą tylko Inni. Jednak mimo tego że Mrok jest w stanie wiele dać, to też dużo zabiera – wtedy coś co mogło pomóc staje się pułapką. A śmierć w tym przypadku była by chyba czymś najbardziej pożądanym, choć o nią w tej pracy nie trudno.

Łukjanienko mimo kolejnego osadzenia akcji w Moskwie (podobnie jak w Brudnopisie) potrafił mnie zaskoczyć wykreowanym przez siebie światem. Szczególne wrażenie robią postacie jakie w książce spotykamy, a obserwując je możemy dostrzec jak bardzo człowiek podatny jest na manipulację i jak łatwo nim sterować za pomocą ambicji i pragnień. Książka mocno wciąga już od samego początku i momentami zaskakuje rozwojem fabuły.

Pozostawia ochotę na jeszcze trochę. Polecam. 9/10

K. J. Bishop – Akwaforta

Zwykle wystarczy że jakaś (u)znana osoba (byle nie Ziemiański czy Piekara..) napisze kilka czułych słów na okładce książki by zachęcić do jej przeczytania. Tym razem padło na uwielbianego przez niektórych Jacka Dukaja, który uraczył mnie opisem że Akwaforta „zwyciężyła go stylem, klimatem i nienachalną, nieefekciarską pomysłowością”. Po przeczytaniu zastanawiam się czy to ironia, czy on po prostu gustu nie ma..

Czytaj dalej...

Siergiej Łukjanienko - Brudnopis

Na pewno każdy rozmyślał kiedyś (jak w zapomnianej już piosence) „jak by to było gdyby mnie nie było”. Jeśli ktoś umiera nie ma jak zbuntować się przeciw ogólnemu zapomnieniu. Co innego gdy my nadal żyjemy a jakaś siła chce nas z tego świata wykreślić. I nie możemy z tym nic zrobić.

Czytaj dalej...

Siergiej Łukjanienko - Zimne Brzegi

Człowiek czasami wdepnie w gówno. Taka jego natura. Ale to co innego gdy wdepnie w nie sam, a co innego gdy ktoś inny mu w tym dopomoże – bo wtedy pozostaje już tylko kwestia skali. A jeśli szukać odpowiedniej dla Ilmara – głównego bohatera powieści Łukjanienki to można bez ogródek powiedzieć że wepchnięto go do morza gówna..

Czytaj dalej...

Andrzej Pilipiuk – Weźmisz czarno kure

Do Pilipiuka mam nieskrywany uraz. Jego „Kuzynki” w moim odczuciu są książką tak beznadziejną że nie powinna się w ogóle pojawić. Mimo iż historie o Jakubie Wędrowyczu polecało mi sporo osób to jakoś nie mogłem się przemóc. Po licznych walkach z samym sobą doszedłem do wniosku że w tym przypadku grafomaństwo Pilipiuka może objawić swoją pozytywną stronę, bo w końcu przygody egzorcysty amatora obligują do czegoś..

Czytaj dalej...

W obronie wolności – Sam Williams

Richard Stallman – to postać niezwykła. Przyznadzą mi pewnie rację nawet Ci którzy się z nim nie zgadzają. Wile osób doda że to fanatyk, że żyje w swoim utopijnym świecie. Ale jak to jest że ten fanatyk stworzył nieszkodliwą ideę która znalazła tylu wyznawców na całym świecie i jak by nie patrzeć zmienia go od 25 lat?

Czytaj dalej...

tolkien - silmarillion

Nie jestem gorliwym fanem Tolkiena, bardziej go szanuję niż czczę jak co niektórzy. Pierwszy raz się z nim spotkałem w Hobbicie, potem był oczywiście modny Władca Pierścieni, jednak choć mi się te książki podobały to nie sprawiły że zapałałem do niego opętańczą miłością i nie wybudowałem mu ołtarza w pokoju. W końcu przyszedł czas na Silmarillon, który zmienił moje postrzeganie tego autora..

Czytaj dalej...

strugaccy - przenicowany świat

Do książek Strugackich mam swoisty pociąg, który ukształtowały „Piknik na skraju drogi” i "Poniedziałek zaczyna się w sobotę". Więc jak tylko miałem okazję przeczytać kolejną to dorwałem się do niej jak małpa do dynamitu. Znowu miałem okazję zanurzyć się w błocie i lizać rdzę.

Dobrym określeniem tej książki mogło by być hasło „pamflet na cywilizację”. Trafiacie do świata wyglądającego jak nasz, ale rządzi się on innymi prawami które wymusiła jego historia. Świat ten jest radioaktywny, zniszczony wojnami, pełny zakłamania i niesprawiedliwości. Część społeczeństwa jest wyrzutkami („wyrodkami”) na których się poluje, a którzy walczą tylko o to by przeżyć. „Ludzie” są tu najmniej ludzcy. Dopasujecie do niego swój system moralny, czy będziecie próbować zmienić ten świat przystosowując go do siebie?

To jedna z tych książek które zostawiają w człowieku swoisty osad. Przypomina o złudności tego co wyznajemy, w co wierzymy, że jest to tylko tym co inni chcieli nam przekazać. Może nie sprawia że nie będziemy w stanie spać po nocach, jednak daje do myślenia.

Jak to u braciszków bywa – książka znika nie wiadomo kiedy. I ciężko mi jest napisać coś więcej, bo tak już chyba jest że o tym co dobre ciężko dyskutować.

Ciężko się oderwać. 10/10

Jacek Piekara - Młot na czarownice

„Zanim będziesz wielki, naucz się być małym” - wpajano mi zawsze. Szybki rzut okiem na pierwszą stronę pozwolił mi utwierdzić się w przekonaniu że tej prawdy życiowej Jackowi Piekarze poskąpiono.. Przesadna skromność może nie wychodzi na dobre, ale zadufanie w sobie jest jeszcze gorsze. Czy może po prostu tylko ja nie widzę wspaniałości człowieka który od samego początku twierdzi że nienawidzi „komunistów, socjaldemokratów i innego robactwa”? (na szczęście to nie o mnie).

Od jakiegoś czasu tytułowa książka chodziła za mną. Lubię fantasy osadzone w okolicach średniowiecza, a jeśli dodać do tego inkwizycję to dla mojego (być może niezbyt wysublimowanego) literackiego podniebienia będzie to „cud miód i orzeszki”. Ale powiem szczerze że się lekko zawiodłem, bo liczyłem na coś innego niż mi zaserwowano. Zamiast inkwizytora wygryzającego noworodkom serca i palącego na stosach ich matki za spółkowanie z diabłem dostałem niby oprycha o złotym serduszku, (o czym niestety dość często jest wspominane) o niezwykle, mocnej głowie, i co gada z aniołami.. O tym że przerobienie dwóch modlitw i jednego dogmatu kościelnego na okładce określa się „bluźnierstwem” staram się zapomnieć, choć faktycznym na niej bluźnierstwem jest porównywanie Piekary do Sapkowskiego..

„Młot (...)” nie jest jakoś szczególnie złą książką. Pierwsze dwa opowiadania są takie sobie, za to pozostałe (choć równie przewidywalne) są odczuwalnie lepsze. Szkoda że nic więcej pozytywnego niż mogę o niej powiedzieć niż to że całkiem niemęcząco wypełnia czas.

Takie sobie. 6/10

Tomasz Pacyński - Smokobójca

Kilka razy wcześniej otarłem się o tą książkę, i za każdym razem mnie odstraszała swoim (niezbyt) wyszukanym tytułem i zarysem fabuły jaki wydawca raczył umieścić na okładce. Następnym razem gdy ktoś wymyśli równie oryginalny tytuł powinno się go publicznie wybatożyć bo (niby) książki po okładce się nie ocenia, jednak przyznam się bez bicia że spodziewałem się przez to po niej wszystkiego co najgorsze. A po przeczytaniu tego tworu stwierdzam że Pacyński prawdziwym facetem nie był!

Książka jest zbiorem niezwiązanych z sobą opowiadań i już na samym początku trafiamy na średniowiecznego pogromcę smoków, który nie do końca jest tym za kogo się podaje. Wyszło całkiem udane grafomaństwo, z dość przewrotną i figlarną fabułą w której autor okrutnie szydzi z Sienkiewicza i bezcześci jedną z najstarszych polskich legend. Znajdziemy tam jeszcze opowieść z perspektywy kota egoisty i dwa opowiadania na podstawie których wysnułem swoją przewrotną tezę, bo oba popełniają ten sam błąd. W porównaniu z poprzednimi są zdecydowanie lepsze, mają bogatszą budowę świata i nie są już tak głupkowato rubaszne jak poprzednie.

Babcie klozetowe mawiają że "prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy a nie zaczyna", trzeba oddać słuszność ich wiekowej mądrości i przyznać że Pacyński postąpił z owymi opowiadaniami po prostu haniebnie. Są zbyt krótkie i kończą się niczym odrąbane katowskim toporem zaraz po tym jak fabuła się rozkręca.

Jedno z nich wg mnie było by wręcz genialne, ale autor niektóre rzeczy wymyślał chyba po pijaku bo się kupy nie trzymają. Opowiada ono historię historię walijskiego najemnika o jakże walijskim imieniu.. Ramirez, który wraz z rozwojem wypadków prawie przenosi się do równie walijskiej Valhalli (?!). I nawet nie było by to nawet takie straszne gdyby czytelnik nie mruczał pod nosem "a feeee" gdy bohater w halucynacjach zobaczył World Trade Center czy islamskie "czarne wdowy"..

Jeśli miałbym tą książkę kupić to nie dał bym ani grosza, ale jeśli macie ją pod ręką i nic innego do roboty, to można poczytać. Ogólnie naciągana średniawka.. 6/10

Arkadij i Borys Strugaccy - Piknik na skraju drogi Arkadij i Borys Strugaccy - Piniedziałek zaczyna się w sobotę

Bracia Strugaccy podobnie jak inni rosyjscy pisarze nie są u nas zbyt popularni, szczególnie dziś gdy dostęp do zagranicznej fantastyki jest nieograniczony mało kto skusi się by choćby spojrzeć na dzieła zza wschodniej granicy. To aż niesprawiedliwe że np. Dicka (choć sam nie wiem czemu) zna praktycznie każdy kto z fantastyką miał cokolwiek do czynienia, a gdy spytasz o Strugackich (którzy są już klasyką) nastaje cisza. Sam natrafiłem na nich przez przypadek gdy na podstawie ich książki wydano grę cRPG („S.T.A.L.K.E.R”),a przeglądając biblioteczną półkę jakimś cudem skojarzyłem nazwisko.

W „Pikniku” i „Poniedziałku” poza sposobem narracji ciężko znaleźć cechy wspólne a odróżnia je przede wszystkim klimat.

„Poniedziałek..” zaskakuje swobodą i wielobarwnością. Wpleciono w fabułę od groma bajek i czyta się tą książkę wręcz z dziecinną uciechą, bo jest bardzo pogodna. I jakkolwiek kuriozalnie to zabrzmi przygody programisty w instytucie badania magii zaskakują czytelnika na każdym kroku i ani trochę nie nudzą.

„Piknik..” natomiast do pogodnej literatury nie należy. Tu już nie ma czarno-białych postaci i karykaturalnego spojrzenia na świat. Wszędzie jest szarość Pojawili się kosmici. Po co? Nikt nie wie. Ale została strefa. Każdy próbuje na niej zyskać ile tylko może, nie patrząc na to że wokoło są same tragedie. Szabrownicy - "stalkerzy", walczą w niej o przeżycie, a nawet jeśli im się uda nie zginąć to poza nią muszą się strzec tak samo jak by w niej byli. Świat jest diabelnie realistyczny, momentami wręcz czuć zapach błota czy rdzy.

Szczególnie polecam „Piknik..” bo to naprawdę genialna książka i jeśli będziecie mieli możliwość się do niej dorwać to nie czekajcie ani chwili.