Biletomaty Przewozów Regionalnych - chciano dobrze a wyszło jak zawsze..
12 kwietnia, 2011

Jakiś czas temu pojawiły się na dworcach kolejowych (w tym w Szczecinie i Stargardzie Szczecińskim) biletomaty Przewozów Regionalnych. Pierwsze wrażenie było piorunujące - w końcu dotarła do Nas cywilizacja i będzie można przestać korzystać z kasy! Przed oczami miałem już wizje jak pokazuję w kierunku wiecznych kolejek znak Kozakiewicza i więcej się w nich nie pojawiam. Szybko zszedłem na ziemię.
Piękne te automaty nie są. Ale mają być użyteczne i sprzedać mi bilet kiedy tego chcę. Duży dotykowy ekran wydaje się bardzo sensowny, a niewyszukane choć miłe dla oka kolory uspokajają. Tylko z tym kupowaniem biletu bywa problem.
Najbardziej kuriozalne jest to że maszyny nie obsługują.. pieniędzy. A dokładnie nie wszystkich bo nie wrzucimy "żółciaków". Moneta nie może być wartości mniejszej niż 10 gr. Co często prowadzi do tego że nie kupimy biletu w automacie.. Przykład? Bilet kosztuje 2,45zł. Jednak automat nie ma drobnych by wydać resztę i chce odliczoną kwotę. Wrzucenie 2,5; 5 czy 10 zł nic nie da bo musi być kwota odliczona i biletomat wyrzuci pieniądze, a z drugiej strony nie wrzucimy tych 2,45 bo i tak maszyna nie przyjmie monety 5 gr.
Teoretycznie jest możliwość zapłacenia kartą płatniczą, ale kilkukrotnie moje starania aby to wykonać ostatecznie zakończyły się fiaskiem.
Gorzką ironią jest to że o ile żółciakami nie zapłacimy to automat je wydaje w reszcie. A dokładniej w nominałach 1gr. Po tygodniu jeżdżenia mam ok 50 monet w kieszeni. Obiecuję że jak uzbieram na bilet to go za nie kupię. W kasie oczywiście.
Jako że zniżek na kolei jest sporo, to musiała się w automatach znaleźć możliwość ich wyboru. Gdybym owy projektował to moje wyczucie ergonomii i użyteczności nakazywało by mi ułożyć je w jakiś określony sposób. Alfabetycznie, wg wielkości zniżki albo (co wydaje się najsensowniejsze) wg częstotliwości ich stosowania. Tylko nie zapominajmy że jesteśmy na kolei - tu prawa logiki nie mają zastosowania i najczęściej wybierana zniżka (studencka) znalazła się na samym końcu co wiąże się z tym że musimy sobie poprzyciskać ekran.
Wybraliśmy zniżkę, więc wciskamy dalee.. STOP! Nie wybieramy dalej bo nikt nie wpadł na pomysł aby domyślna wartość dla ilości kupowanych biletów wyniosła 1 i trzeba dodatkowo wcisnąć "+" aby cyferka z zera wzrosła na magiczne 1. Niby pierdoła ale jak się o tym zapomni to trzeba znowu sobie powciskać ekranik by od nowa wybrać ulgę bo automat nie zapamiętuje wcześniejszego wyboru.
A teraz najlepsza część czyli dostępność biletomatów. Niby są, ale często są niedostępne z różnych powodów. Zauważyłem że prace "konserwacyjne" (dołożenie mamony i papieru do druku?) nie są powadzone w nocy kiedy w zasadzie nikt z nich nie korzysta, tylko w dni powszednie popołudniu kiedy obciążenie owych maszynek (i kas) jest największe. Albo też automaty zjadają pieniądze i długo nikt z obsługi nie zwraca na to uwagi mimo uwag ludzi, którym pieniądze ukradło.
Mimo tych wad korzystam z nich i będę korzystał bo mogę ominąć kolejki. Ale chciałbym aby te automaty były lepiej przemyślane bo samo ich postawienie na dworcach nie jest żadnym osiągnięciem w XXI wieku. Pewnie mi ktoś powie że się czepiam bezpodstawnie, ale jako że codziennie w zasadzie jeżdżę pociągiem mam dość kolejowej bylejakości.