Z szaleństwem wypisanym na twarzy..

System newsów dla phpbb3

30 października, 2011

Potrzebowałem niedawno systemu newsów do swojego forum i liczyłem że znajdę gotowca, który spełni moje oczekiwania. A były całkiem proste i moim zdaniem łatwe do spełnienia. Ale oczywiście nic mi nie pasowało, więc napisałem coś własnego. Chciałem jedynie aby:
- 'nowościami' mogły zostawać poszczególne posty na forum, niezależnie w jakim dziale/temacie się znajdują (i aby ten dział był wyświetlany)
- by można było newsom nadawać inne tytuły niż temat
- newsy miały się wyświetlać na głównej jedynie w formie tytułów.

Moje 'arcydzieło' współpracuje jedynie z wgranym modem phpbbseo - generuje linki do postów i działów w sposób jaki robi to mod seo.

Systemik nie powala jakością (i ilością) kodu. Nie ma mega zestawu opcji, dziesięciu wersji językowych i fikuśnej klikanej konfiguracji. Po prostu działa i to było jego głównym zadaniem. Może jakoś w przyszłości go poprawię lub coś dodam. Zaznaczam że nie mam pojęcia jak wygląda na 'czystym' szablonie prosilver ale u mnie to wygląda to tak (kliknij by zobaczyć na żywca):


Newsy na żywca

Sposób instalacji - ściągnij wersję 0.1 (4kb)


1) Wklej wszystkie pliki z archiwum do głównego katalogu forum

2) Na końcu pliku includes/constans.php dodaj:

define('NEWS', $table_prefix . 'news');

3) Otwórz index.php i znajdź tekst:
// Output page

i dodaj przed nim:

if (!function_exists('display_news'))
{
include($phpbb_root_path . 'includes/functions_news.' . $phpEx);
}
display_news(5);

4) Dodaj do pliku styles/provilver/template/index_body.tpl, w miejscu w którym mają wyświetlać się newsy:

<!-- INCLUDE mods/news.html -->

5) Otwórz plik styles/provilver/template/view_topic.tpl i znajdź w nim tekst:

<!-- IF postrow.U_QUOTE -->

i dodaj przed nim:

<!-- IF U_MCP --><li><a href="news.php?add={postrow.POST_ID}">(dodaj jako news)</a></li><!-- ENDIF -->

6) Wrzuć w phpmyadmin plik localhost.sql (wcześniej podmień prefix bazy na swój własny)


Liczba 5 w display_news() jest liczbą newsów wyświetlanych na stronie. Dodawać newsy mogą moderatorzy i administratorzy. Testowane na phpbb 3.08.

Wysadzić Rosję - Litwinienko (recenzja)

W moim skrajnie pesymistycznym świecie mało jest sytuacji, które potrafią sprawić że zaczynam jeszcze bardziej wątpić w ludzi. Jeszcze mniej potrafi mnie przerazić. Jednak po przeczytaniu „Wysadzić Rosję” Aleksandra Litwinienki i Jurija Felsztinskiego przeraziłem się mocno tym w którą stronę ten świat zmierza i co się dzieje za naszą wschodnią granicą.

Litwinienko w 1998 roku wywołał w Rosji burzę tym jak na konferencji prasowej publicznie oświadczył że otrzymał od swoich zwierzchników w FSB rozkaz zabicia jednego z najbogatszych Rosjan - Borysa Bieriezowskiego. Po kilkukrotnych aresztowaniach uciekł z Rosji do Londynu, gdzie zaczął prowadzić prywatne śledztwo odnośnie poczynań służb specjalnych czego wynikiem jest napisana wraz z Felsztinskim książka, która w Rosji ma status zakazanej.

Książka nie jest jakąś bzdurną powieścią sensacyjną, lecz dokumentem opisującym poczynania rosyjskiej służby bezpieczeństwa, oraz sposób w jaki Putin doszedł do władzy. Ilość nazwisk i opisywanych sytuacji (popartych nierzadko konkretnym dokumentami) jest ogromna. Całość przeraża zwłaszcza jak się to zestawi z historycznym faktem że Rosja jest krajem nieprzewidywalnym.

Pewnie wielu zaszufladkuje całość jako kolejną z teorię spiskową jednak otrucie Litwinienki polonem niejako podkreśla autentyczność chociaż części poruszanych kwestii. A jeśli przyjrzymy się przeradzaniu się Rosji w kraj totalitarny to nawet niema co dyskutować nad prawdziwością tez zawartych w książce.

Zdecydowanie polecam do przeczytania. Tym razem bez oceny.

logo Przewozy Regionalne

Jakiś czas temu pojawiły się na dworcach kolejowych (w tym w Szczecinie i Stargardzie Szczecińskim) biletomaty Przewozów Regionalnych. Pierwsze wrażenie było piorunujące - w końcu dotarła do Nas cywilizacja i będzie można przestać korzystać z kasy! Przed oczami miałem już wizje jak pokazuję w kierunku wiecznych kolejek znak Kozakiewicza i więcej się w nich nie pojawiam. Szybko zszedłem na ziemię.

Piękne te automaty nie są. Ale mają być użyteczne i sprzedać mi bilet kiedy tego chcę. Duży dotykowy ekran wydaje się bardzo sensowny, a niewyszukane choć miłe dla oka kolory uspokajają. Tylko z tym kupowaniem biletu bywa problem.

Najbardziej kuriozalne jest to że maszyny nie obsługują.. pieniędzy. A dokładnie nie wszystkich bo nie wrzucimy "żółciaków". Moneta nie może być wartości mniejszej niż 10 gr. Co często prowadzi do tego że nie kupimy biletu w automacie.. Przykład? Bilet kosztuje 2,45zł. Jednak automat nie ma drobnych by wydać resztę i chce odliczoną kwotę. Wrzucenie 2,5; 5 czy 10 zł nic nie da bo musi być kwota odliczona i biletomat wyrzuci pieniądze, a z drugiej strony nie wrzucimy tych 2,45 bo i tak maszyna nie przyjmie monety 5 gr.

Teoretycznie jest możliwość zapłacenia kartą płatniczą, ale kilkukrotnie moje starania aby to wykonać ostatecznie zakończyły się fiaskiem.

Gorzką ironią jest to że o ile żółciakami nie zapłacimy to automat je wydaje w reszcie. A dokładniej w nominałach 1gr. Po tygodniu jeżdżenia mam ok 50 monet w kieszeni. Obiecuję że jak uzbieram na bilet to go za nie kupię. W kasie oczywiście.

Jako że zniżek na kolei jest sporo, to musiała się w automatach znaleźć możliwość ich wyboru. Gdybym owy projektował to moje wyczucie ergonomii i użyteczności nakazywało by mi ułożyć je w jakiś określony sposób. Alfabetycznie, wg wielkości zniżki albo (co wydaje się najsensowniejsze) wg częstotliwości ich stosowania. Tylko nie zapominajmy że jesteśmy na kolei - tu prawa logiki nie mają zastosowania i najczęściej wybierana zniżka (studencka) znalazła się na samym końcu co wiąże się z tym że musimy sobie poprzyciskać ekran.

Wybraliśmy zniżkę, więc wciskamy dalee.. STOP! Nie wybieramy dalej bo nikt nie wpadł na pomysł aby domyślna wartość dla ilości kupowanych biletów wyniosła 1 i trzeba dodatkowo wcisnąć "+" aby cyferka z zera wzrosła na magiczne 1. Niby pierdoła ale jak się o tym zapomni to trzeba znowu sobie powciskać ekranik by od nowa wybrać ulgę bo automat nie zapamiętuje wcześniejszego wyboru.

A teraz najlepsza część czyli dostępność biletomatów. Niby są, ale często są niedostępne z różnych powodów. Zauważyłem że prace "konserwacyjne" (dołożenie mamony i papieru do druku?) nie są powadzone w nocy kiedy w zasadzie nikt z nich nie korzysta, tylko w dni powszednie popołudniu kiedy obciążenie owych maszynek (i kas) jest największe. Albo też automaty zjadają pieniądze i długo nikt z obsługi nie zwraca na to uwagi mimo uwag ludzi, którym pieniądze ukradło.

Mimo tych wad korzystam z nich i będę korzystał bo mogę ominąć kolejki. Ale chciałbym aby te automaty były lepiej przemyślane bo samo ich postawienie na dworcach nie jest żadnym osiągnięciem w XXI wieku. Pewnie mi ktoś powie że się czepiam bezpodstawnie, ale jako że codziennie w zasadzie jeżdżę pociągiem mam dość kolejowej bylejakości.

Sala samobójców recenzja

Kolejny raz dałem się nabrać zwiastunom - wyobrażałem sobie ten film jako płaski film o wykreowanym przez komercję emo, który będzie udawał że rozpacza że świat go nie kocha i swoją gorycz uwidoczni w malowaniu paznokci na czarno. Nawet odrobinę sobie nie wyobrażałem jak daleko się pomyliłem. "Sala samobójców" zaskoczyła mnie ogromnie.

Fabuła jest dość prosta: Dominik, chłopak który "ma wszystko" (super ciuchy, prywatna szkoła, prywatny kierowca etc) wyszydzony przez otoczenie odrywa się od grona rówieśników i zaczyna uciekać od realności. Trafia w tym momencie na toksyczną Sylwię, która sprawia że zaczyna on dostrzegać swoją inność oraz uwidacznia ją dodatkowo odtrącając od siebie wszystkich dookoła. Zamyka się nie tylko w sobie, ale też w swoim pokoju na całe dnie. Zabiegani rodzice miotają się starając się przywrócić relacje z synem, które oględnie mówiąc nie były wcześniej zbyt głębokie.

O ile brzmi to banalnie i trąci sztampą, to filmu do nudnych zdecydowanie zaliczyć nie można. Świetna gra aktorska nadrabia braki tego że film stara się ująć zbyt wiele tematów naraz, co mimo wszystko trochę dezorientuje. Dodatkowymi atutami jest dość mocne zaznaczenie jak dramatycznym medium dla niektórych potrafi być internet, plus to że część filmu dzieje się w realiach typu "Second life".

Całość jest pokazywana w ciemnych, zimnych odcieniach co pogłębia depresyjny całokształt. Muzyka jest naprawdę świetnie dobrana i dopasowana do chwili. Zdecydowanie polecam obejrzeć.

Zmusza do refleksji. 8/10


Beyond Black Mesa

06 lutego, 2011

Siedmioro przyjaciół za $1200 wyprodukowało film w klimatach Half-Life'a 2, który bije na głowę klimatem zdecydowaną większość 'wielkich' produkcji filmowych. Jak dla mnie rewelacja.

Kornew - Śliski cz.1 Kornew - Śliski cz.2

Tak to już jest, że film potrafi się człowiekowi urwać. Zwykle dzieje się to podczas melanżu i trwa względnie krótko. Jednak co wtedy gdy nasz blackout trwa pół roku i budzimy się w zaspie? Tytułowy Śliski nam to opowie - zwłaszcza że nikt mu życia na Przygraniczu nie zamierza ułatwiać.

Książka jest kontynuacją bardzo udanego "Sopla", który dzieje się w świecie będącym jakby karykaturalną wizją Syberii. Trudno w nim przeżyć, a szczególnie gdy jest się Śliskim, który w trakcie wcześniejszych wydarzeń (i nawet przez swoją nieobecność!) narobił sobie wrogów. Otoczenie nie szczędzi mu bolesnych (i to głównie dosłownie) chwil, nie dając marnować czasu na głębsze refleksje i użalanie się nad tym w jakie to kolejne gówno wdepnął.

Całość wygląda jak schemat gry RPG i można by uznać Kornewa za całkiem dobrego prowadzącego, gdyby swój pomysł dopracował. Poszczególne elementy książki niby pasują do siebie, jednak trafiają się w tej części momenty, kiedy ma się wrażenie sztuczności, a niekiedy jest wręcz nudno.

Generalnie nie jest źle, ale o ile wcześniej przygodami Śliskiego byłem oczarowany, tak teraz się lekko zawiodłem.

Mimo wszystko nawet fajne. 7/10

Zanim odejdą wody / Due Date (2010)

Kac Vegas do tej pory pozostało w mej pamięci więc od kolejnego filmu jego reżysera oczekiwałem wiele. Jednak w zakamarkach mojego umysłu nieufność wobec "Zanim odejdą wody" nasilała się z każdą chwilą im bliżej byłem jego obejrzenia. Lecz podjąłem ryzyko i wstąpiłem w czeluści sali kinowej. Jak się okazało, nie zawiodłem się.

Wszystkie kłopoty sztywnego niczym pal Azji, Petera Highmana (Robert Downey Jr.) zaczynają się gdy na lotnisku spotyka Ethana Trembleya (Zach Galifianakis), który swoim zachowaniem sugeruje lekki niedorozwój.. Fatum które wisi nad Peterem, albo raczej zbliżający się ku niemu Etan powoduje że nie ma on wyboru i jeśli chce zdążyć na poród swojego pierwszego dziecka to musi wsiąść do jednego samochodu z osobnikiem przypominającego małego niedźwiedzia.

Główny duet Petera i Ethana świetnie się komponował. Ten drugi jest pociesznym stworzeniem, generującym tyle różnego rodzaju wydarzeń przed którymi Peter musi się bronić (dosłownie), że na nie da rady się nudzić.. Rozbrajające kwestie lecą tam nie rzadko. Co wielu się pewnie spodoba, rozwój wypadków jest wolniejszy niż w Kac Vegas, jednak to nie oznacza że mniej śmieszny.

Co prawda są pewne braki logiczne, choć nie rażą one w obliczu toczącej się akcji i bez wachania mogę stwierdzić, że to jedna z lepszych komedii jakie do tej pory oglądałem.

Podobało mi się i to bardzo. 9/10

Obejrzane: Salt (2010)

27 października, 2010

Salt (2010)
Filmy sensacyjne to gatunek filmowy który uwielbiają w zasadzie wszyscy faceci, nie znoszą zaś kobiety. Ciekawe jest jednak to że kiedy głównym bohaterem jest kobieta kopiąca męskie tyłki, to kobietom również zaczyna się podobać. Tym razem padło na Salt (2010) z Angeliną Jolie i polskim akcentem w postaci Daniela Olbrychskiego. Nie spodziewałem się niczego powalającego, ale powiem szczerze że się nie zawiodłem.

O ile większość filmu jest prosta i przewidywalna to trzeba przyznać że były w nim rzeczy, które pozwoliły mi cieszyć się z jego oglądania. Przede wszystkim była to akcja - co prawda mało skomplikowana, jednak bardzo dynamiczna. Skakanie po jadących ciężarówkach już jakiś czas temu przestało mnie bawić, jednak nie psuło to odbioru. Momentami raziły jeszcze pewne braki logiczne, jednak szybko zostawały w tyle wraz z dalej idącą fabułą.

Trochę mnie kuje w oczy (jako faceta) obraz Angeliny jako terminatora, wykańczającej kolejnych wrogów. Może to kwestia tego że zepsuła mi swój wizerunek grając Larę Croft w Tomb Raider..

Olbrychski na szczęście w filmie nie był dubbingowany jak w trailerze i mówił swoim normalnym głosem. Trzeba przyznać że mimo swojego wieku nadal ma charyzmę i w roli rosyjskiego szpiega zdawałby się idealny gdyby nie jego łamany angielski. Może był to jedynie wymóg filmu, jednak jakoś nie pasuje do tego moja świadomość że agenci KGB mówili bez naleciałości.

Końcówka filmu mi niestety wypadła blado, choć nie powiem bym innej się spodziewał. Nie zamyka ona definitywnie opowieści, przez co przypuszczam że możemy spodziewać się kontynuacji. Nie mam nic przeciwko temu - całość nie była najgorsza.

Całkiem przyjemny i niewymagający zbyt dużo od widza thiller. 7/10

Rafał Kosik - Kameleon

Nagroda im. Janusza A. Zajdla, czyli po ludzku "Zajdel", do tej pory była dla mnie swoistym wyznacznikiem jakości. Czytałem kilka książek Zajdla i choć nie przepadam za sf to trzeba przyznać że mi się podobały. Dodatkowo Sapek (A. Sapkowski) zdobywał kilka razy (i słusznie) tą nagrodę. W związku z tym książka nią nagrodzona musiała być dobra. Forma przeszła jest jak najbardziej słuszna, bo "Kameleon" moim zdaniem to wielka pomyłka.

Koncepcja istnienia życia w kosmosie i loty badawcze to okrutna sztampa - trzeba wiele nawymyślać by się czymś wyróżnić pośród innych autorów. Kosikowi się niby udało, bo choć eliminowanie siebie nawzajem przez "humanoidalne" cywilizacje niczym oryginalnym nie jest, to sposób na ich powstawanie mnie lekko zaskoczył pod koniec książki. I tylko końcówka jest dobra. Pozostała część to diabelnie naiwna opowiastka, którą pod koniec próbuje się tuszować jakąś koślawą koncepcją na powód przyspieszonego rozwoju jednej opisywanej przez cały czas cywilizacji.

Tylko końcówka zasługuje na zainteresowanie. 5/10

neil gaiman - gwiezdny pył

Ostatnio ogarniam co Gaiman wypuścił spod swojego pióra. Po zasmakowaniu "Amerykańskich Bogów" (naprawdę mi się podobało) oraz "Dymu i luster" (w zasadzie wszystkie opowiadania były dobre), nie mogąc dorwać "Nigdziebądzia", z bibliotecznej półki porwałem "Gwiezdny Pył". Nieskalany obejrzeniem filmu nakręconego na podstawie tej książki, dane mi było przeżyć wszystko na swój sposób i zostałem cudnie oczarowany.

Baśniowa otoczka snuta w książce choć momentami kalana czerwienią krwi i śmiercią utrzymuje się do ostatnich liter. Szczególnie urzeka humor w książce, taki typowo angielski, i idealnie pasujący do wydarzeń. Akcja rozwija się raczej powoli, jednak na pewno nikt się nie zniechęci tym. Polecam!

9/10

Jacek Piekara - Miecz aniołów
„Przede wszystkim nie zadawajcie wielu pytań, zwłaszcza takich, na które ciężko znaleźć odpowiedź. Świat jest zbyt skomplikowany byście jeszcze wy zmuszali ludzi do myślenia”

Tym fragmentem Piekara już na wstępie kolejnego zbioru opowieści o Mordimerze Madderdinie idealnie podsumował swoje pisarstwo i to na co dalej natrafimy. To że jest zadufany w sobie wiedziałem od przeczytania niezbyt udanego „Młota na czarownice”, jednak postanowiłem dać mu jeszcze jedną szansę i zabrałem się za „Miecz aniołów”. Zawiodłem się i odniosłem wrażenie że nie ceni on zbyt wysoko swoich czytelników.

O tym z kim się spotkam wiedziałem już wcześniej. Nie spodziewałem się by główny bohater dopasował się on do mojego wyśnionego ideału inkwizytora. W zasadzie to żaden z niego inkwizytor. Bliżej mu do zdewociałego bandziora o sadystycznych skłonnościach czasami mającego odruchy irracjonalnej dobroci. Nie było by to jeszcze takie złe gdybym co chwilę się nie dowiadywał czego ciekawego nauczyli go w Akademii Inkwizytorium, bo wśród nowości jakie wyłapałem było m. in. przyjmowanie śmiertelnych ciosów i udawanie trupa. Ciekawe czy miał kurs gotowania na parze i składania origami – wydają się ona na tym samym poziomie..

Dodatkowo powoduje niesmak ciągnące się za czytelnikiem wrażenie deja vu, które potęgowane jest przez ciągłe przypomnienia Madderdina o tym jak skromnym i uniżonym jest sługą, oraz jak bardzo Kostuch śmierdzi. Wszystkie opowiadania są dobijająco przewidywalne, a wywody bohatera trącą nudą. W zasadzie gdyby zamienić okładki z poprzednią częścią pewnie mało kto by zauważył różnicę.

Nie spodobało mi się ani trochę. Jest to w zasadzie „Młot na czarownice” ubrany w nowe szatki. Radzę trzymać się z daleka jeśli nie jest się smakoszem odgrzewanych kotletów. Ja na kolejną część się raczej nie skuszę.

Odgrzewany kotlet. 3/10

Jacek Dukaj – Xawras Wyżryn

Ludzie przepadają rozmyślać „co by było gdyby”.. Są to zazwyczaj głupoty odnośnie własnej osoby, jednak czasem znajdzie się ktoś, kto stara się gdybać w nieco szerszym zakresie i co gorsza spisuje to. Czasem może wyniknie z tego coś ciekawego, ale w większości są to gnioty których wydanie powinno zostać zakazane. Dukajowi możemy cenzurę odpuścić, choć obyło się bez rewelacji.

Całość jest zbiorem kilku opowiadań, wśród których dominuje to o tytułowym Xavrasie Wyżrynie. Dzieje się ono w świecie w którym Polska nie cieszyła się długo suwerennością, kampanię bolszewicką przegraliśmy przez „brawurę Piłsudskiego”, a Stalin nie umarł w latach 50tych poprzedniego stulecia. Xavras jest w zależności od punktu widzenia bojownikiem o wolność, bądź terrorystą – choć granica między jednym a drugim jest dość niewyraźna. Dołącza do niego Ian Smith, Amerykanin polskiego pochodzenia, który został wysłany przez stację telewizyjną by móc relacjonować światu poczynania Wyżryna. W ramach pozostałych opowiadań autor wziął pod sąd 1/12 Rudryka Vlade Zlatko, który będąc kimś pokroju Ceausescu posunął się o wiele dalej w kwestii zapewnienia sobie panowania. Po dość przydługich dywagacjach zostaniemy uraczeni kolejnymi odnośnie "żydostwa" i antysemityzmu, by pod koniec żywa góra żelastwa bez cienia współczucia zakończyła nasze spotkanie z tą książką.

Dukaja nie czyta się łatwo. Trzeba się nad nim skupić bo wiele można stracić, ale potrafi przy tym zmęczyć. Niezbyt mi do gustu przypadło otwarte filozofowanie, które w takiej formie było lekko niesmaczące. Dodatkowo goryczy dostarczyło opowiadanie „Przyjaciel prawdy. Dialog idei” w którym dość łatwo idzie zauważyć po której stronie stoi autor. Dodatkowo przez chwilę miałem wrażenie że najlepszym opowiadaniem będzie ostatnie, jednak dość szybko sprowadzono mnie na ziemię.

Nie wiedziałem czego dokładnie mam się spodziewać po tej książce. Mimo iż wiele osób ją polecało to nie zostałem przez nią oczarowany. Nie spowodowała też że zapałałem szczególną miłością do prozy Dukaja. Co prawda można szczerze przyznać że wyróżnia się z tłumu, ale raczej nic poza tym.

Dla fanów filozofowania. 7/10

Garth Nix - Lirael

Czasami nie ważne jak mocno by się czegoś pragnęło, i tak się tego nie dostanie. Wszystkim rządzą kaprysy losu, jednak zamiast załamywać się że drzwi którymi chcieliśmy przejść są zamknięte, lepiej sprawdzić czy jakieś inne się nie uchylają - nie ma tylko jednej drogi do spełnienia marzeń. Tylko wtedy nie mamy pewności czy dojdziemy gdzieś indziej niż chcieliśmy..

Upłynęły już lata odkąd Sabriel i Touchstone przejęli władzę w Starym Królestwie, i choć sytuacja w nim się znacznie poprawiła, to nadal nie nastał prawdziwy pokój. Ciągle na obrzeżach grasowały stwory Wolnej Magii z którymi musiał walczyć Abhorsen, a coraz liczniejsze epizody ze zmarłymi wskazywały że pojawił się ktoś kto nimi rządził – nieznany wcześniej nekromanta. Jak by tego było mało istniała groźba że do Królestwa zostaną wpuszczone tysiące uchodźców z południa którzy nie mając pojęcia o zasadach życia za Wielkim Murem stali by się łatwą zdobyczą dla istot które opierają się śmierci.

Stykamy się z sympatycznym, choć mocno bojaźliwym księciem Samethem i tytułową Lirael, córką Clyrów. Książę, który podobnie jak swoja matka młodość spędza w szkole w Ancelstierre, musi ją opuścić z powodu niebezpieczeństwa jakie nad nim zawisło. Natomiast z młodej Clayry drwi przeznaczenie nie chcąc nagrodzić darem który posiada każda z jej rodu – widzeniem przyszłości. Rozwój wydarzeń sprawia że zyskuje ona oddanego przyjaciela – Podłe Psisko i w zamian za upokorzenia otrzymuje dar który był od setek lat przeznaczony tylko dla niej. Historie naszych bohaterów przeplatają się i tworzą oni duet mający zmienić losy Królestwa.

Wcześniejsza Sabriel wyznaczyła u mnie wysoki poziom oczekiwań wobec kolejnej części trylogii. Niestety mimo iż książka jest całkiem dobra, to nie była w stanie im sprostać. Powodów jest kilka, ale szczególnie zaważyła przewidywalność rozwoju akcji. Niemal na początku można było sobie resztę dośpiewać. Dodatkowo obraz Podłego Psiska był dość niespójny i (choć może to dziwnie zabrzmieć) był on mniej realny niż Mogget z którym spotykamy się również w tej części.

Co prawda momenty w których twarz sama wykręca się w grymasie niezadowolenia można policzyć na palcach jednej ręki, jednak psują one odbiór. Jak by tego było mało, dość łatwo wyłapać różnice w tłumaczeniu – moim zdaniem te poprzedniczki było lepsze.

Niestety trochę zawodzi oczekiwania. 7/10

OpenBSD logo

Jako że ostatnio postawiliśmy sobie OpenBSD na dysku, to teraz przydałoby się go chociaż skromnie skonfigurować. Przy okazji dobrze byłoby wiedzieć jak zainstalować interesujące nas oprogramowanie, a sposoby na to mamy dwa. Nie są one skomplikowane, jednak rządzą się własnymi prawami.

Konfiguracja

Nie trzeba robić wiele, przede wszystkim dodamy nowego użytkownika i ustalimy dla niego hasło. Nie odbiega to od schematu znanego z dystrybucji linuksowych:


# useradd -m -G wheel,wsrc -g users <użytkownik>
# passwd <użytkownik>

Teraz przydało by się by można było korzystać z sudo. Nikt przecież nie ma ochoty ciągle skakać między kontami by zrobić cokolwiek wymagającego większych uprawnień.

# visudo

Szukamy następującego wpisu i odkomentujemy go (usuwamy # sprzed niego):

%wheel ALL=(ALL) SETENV: ALL

Wstęp do obsługi paczkek i portów

Może niektórym wystarczy goły system bez żadnego dodatkowego oprogramowania, jednak większość stanie przed problemem jak je pozyskać. W OpenBSD mamy na to dwa sposoby - instalacja gotowych binarnych paczek (najprostsze i najszybsze rozwiązanie), albo kompilacja wszystkiego za pomocą portów (potrafi trwać w nieskończoność).

Jednak na wstępie trzeba wspomnieć o tym że jeśli ktoś instalował system w wersji stabilnej (a nie snapshot) a jest maniakiem najnowszego softu, to niejako sam strzelił sobie w kolano. Jak nazwa wskazuje wszystko ma być stabilne, co oznacza że niekoniecznie jest najnowsze. Jest ogromne prawdopodobieństwo na to że snapshotowe (czytaj: najnowsze) paczki nie będą działać, a nawet skorzystanie z snapshotowych portów może okazać się ślepą uliczką bo niekoniecznie wszystko będzie działać jak powinno.

Paczki

Zarządzanie paczkami choć proste dla wielu przyzwyczajonych do dobrodziejstw takich jak aptitude czy pacman może wydać się wręcz obskurne. Wszystko opiera się o perlowe skrypty pkg*, które automatyzują większość rzeczy:
  • pkg_add - instalowanie i usuwanie paczek
  • pkg_delete - usuwanie wcześniej zainstalowanych paczek
  • pkg_info - wyświetla różne informacje na temat paczek
  • pkg_create - służy do tworzenia paczek
Zanim jednak zainstalujemy jakiekolwiek paczki musimy podać zmienną środowiskową z adresem repozytorium by wiadomo było skąd chcemy je pobrać. Poniższe możemy podawać za każdym razem gdy zapragniemy paczek, jednak osobiście proponuję dopisać je do pliku .profile w katalogu domowym by nie marnować na to więcej czasu.

PKG_PATH=ftp://ftp.openbsd.org/pub/OpenBSD/4.5/packages/i386
export PKG_PATH

Po tym instalowanie paczek sprowadza się do wydania jednej komendy i odczekania chwili aż paczka wraz zależnościami zostanie ściągnięta. Dla przykładu jeśli zachce nam się openboxa:

# pkg_add openbox

Porty

W przypadku gdy komuś nie odpowiada poprzedni sposób, może skorzystać z portów. Jest to jednak uciążliwe (kompilacja trwa nieraz naprawdę długo), dla przykładu kompilacja Xfce i wszystkiego wymaganego do jego działania trwała u mnie prawie dobę. Ale co kto lubi..

Do pliku /etc/mk.conf należy dodać linijkę:

SUDO=/usr/bin/sudo

Potem nie pozostaje nic poza pobraniem archiwum z portami i odpowiednim dodaniem ich do systemu:

# ftp ftp://ftp.openbsd.org/pub/OpenBSD/4.5/ports.tar.gz
# tar vxfz ports.tar.gz -C /usr/
# chgrp -R wsrc /usr/ports
# find /usr/ports -type d -exec chmod g+w {} \;

Łatwo się w portach odnaleźć bo są one dość sensownie podzielone. Wszystko wprowadza się do wejścia w odpowiedni katalog, wydania polecenia i zbrojenia się w cierpliwość. W zależności od tego co chcemy uzyskać wpisujemy:

  • make install - rozpoczyna kompilację tego co nas interesuje (i wszystkich zależności)
  • make clean - usuwa pozostałości programu po kompilacji (jest tego kilka wariacji jak np. make clean=depends)
  • make uninstall - usuwa zainstalowany program
  • make reinstall - rekompiluje i instaluje program ponownie

Zakończenie

Jeśli ktoś chciałby zgłębić w większym stopniu tajniki OpenBSD proponuję zapoznanie się z oficjalnym faq. Jest naprawdę dobrze napisany i większość problemów które napotykamy na co dzień idzie rozwiązać z jego pomocą.

Poza tym trzeba pamiętać że nie jest to Ubuntu, czy inny system robiący wiele za użytkownika. Po instalacji oprogramowania (niezależnie czy z paczek czy z portów) dobrze było by przejrzeć to co wypluł terminal by potem uniknąć sytuacji gdy coś nie chce ruszyć (a najczęściej dlatego że coś innego nie jest uruchamiane w trakcie startu systemu).

Siergiej Łukjanienko - Nocny Patrol

Nie można podchodzić do świata tylko z od jednej strony skoro zewsząd nas otacza. Tak samo nigdy nie ma jednej, jedynej prawdy – są co najmniej dwie, a każdy patrol ma swoją, bo wiele rzeczy wygląda zupełnie inaczej gdy stroisz po przeciwnej stronie barykady. A skoro poznałeś już świat Nocnego Patrolu to może spróbujesz z Dziennym? Uważaj, bo jeszcze się zdziwisz..

Książka dzieli się na trzy części – każda opisuje historię innego Ciemnego a czasem wśród nich wplata się Antonii Grodecki – Jasny. Spotykamy się ze znajomą z poprzedniej części, Alicję Donnikową, wiedźmę odkrywającą prawdziwe uczucie którego istnienia w niej my, ani nawet ona sama nie była w stanie przewidzieć. Ta odrobina słodyczy jest początkiem dramatu jej i jej kochanka - ciążące na niej fatum ją niszczy, a jego echo odbija się do końca książki.

Gdy poznajemy Walija Rogozę nie wiadomo o nim nic – on sam nie do końca wie kim jest. Niczym dawny romantyk kieruje się tym co mu podpowiada jego wnętrze, a nie „szkiełko i oko” którym on umyka – istny człowiek zagadka, który nieświadomie miesza w układzie sił. Styka się z nim Edgar, silny mag nie wiadomo z jakiego powodu ściągnięty do dalekiej Moskwy, a który z biegiem czasu uzmysławia sobie swoją rolę w planach Zawulona – szefa patrolu.

Całość jest lekkim zaprzeczeniem wrażenia jakie odnosi się w Nocnym Patrolu. Ciemni nie są przyczajonymi istotami (no może w większości..) które czekają tylko na to aż się potkniesz by rzucić Ci się do gardła. Mimo niejednej krwi na rękach wydają się bardziej ludzcy od Jasnych bo przynajmniej nie zasłaniają się pustymi hasłami naprawy świata.

Jednak mimo kilku całkiem ciekawych pomysłów, książka nie upaja tak samo mocno jak poprzedniczka. Czuć że maczały w niej palce osoby o dość odmiennych stylach. Początek rozpoczyna się mocnym akcentem i akcja nabiera tempa, by nagle wyhamować i wlec się do połowy nagle rwąc do przodu by po tym znowu rozpłaszczyć się na niewidzialnej ścianie i trwać tak do końca. Dodatkowo te ślimacze fragmenty odzierają historię z nieprzewidywalności jaka charakteryzuje prozę Łukjanienki, pozostawiając lekki niesmak.

Nie powala jak poprzednia część, ale mimo wszystko dość solidne. 8/10

OpenBSD logo

Nie wiem czemu, ale krąży przesąd iż systemu z rodziny BSD są trudne w instalacji i obsłudze. Może administrowanie klastrem do łatwych nie należy, ale postawienie systemu do codziennego korzystania i jego utrzymanie skomplikowane nie jest. Owszem, może tego typu systemy zbyt przyjazne dla zwykłego użytkownika (klikacza) nie są, jednak ludzie którzy nie boją się siedzenia w konsoli nie powinni mieć większych trudności. Co prawda to nie Arch czy Gentoo gdzie niemal wszystko jest zautomatyzowane, ale mimo pozornej obskurności systemy z rodziny BSD mają swoje uroki.

Mnie jak na razie najbardziej do gustu przypadł OpenBSD. Szczególnie ze względu na swój prosty jak budowa cepa instalator pozwalający postawić system dosłownie w 5 min (samo przeczytanie tego wpisu zajmie wam pewnie więcej czasu). Poświęcając kolejne 10 min na ściąganie paczek możemy mieć system o jaki nam chodziło. Paczek raczej mało nie jest, niektóre dystrybucje Linuksa mogły by pozazdrościć ich ilości a jeśli czegoś brakuje to raczej znajdziemy interesujący nas soft w portach. Niestety OpenBSD w porównaniu do NetBSD czy FreeBSD zbyt popularny w naszym kraju nie jest - mnie to nawet pasuje, przynajmniej mam swoje "dziewicze tereny" o których mogę pisać i może kogoś zainspiruję ;) Postaram się w kilku wpisach przybliżyć Wam ten system.

Info dla ludzi zainteresowanych wirtualizacją

Proponuję byście porzucili wszystkie złudne nadzieje na zabawę z wykorzystaniem VirtualBox (testowane na wersji 3.0.2 i wcześniejszych). Mimo tego że można wybrać ustawienia dla systemów BSD, to poza wyświetlaniem ładnych ikonek na liście maszyn wirtualnych nic to nie daje - nawet jeśli uda nam się zainstalować system to i tak podczas jego uruchamiania odmówi on posłuszeństwa. Jeśli chcecie się pobawić to skorzystajcie z Qemu albo VMware.

Instalacja

Na wstępie musimy zdobyć płytkę instalacyjną, co prawda można ją samemu zbudować, jednak ściągnięcie gotowca z oficjalnej strony jest opcją szybszą i w sam raz dla leniuchów takich jak ja. Po zabootowaniu płytki rozpoczynamy instalację - pogrubione teksty są tym co użytkownik powinien wpisać (potwierdzamy oczywiście enterem), ogólnie dość mocnym skrócie pozwoliłem sobie poszczególne kroki opisać (pozbyłem się tekstów wyświetlających się między polami wyboru). Przyjąłem że instalujemy z wykorzystaniem iso zawierającego wszystkie sety (installXX.iso) i że system bierze cały dysk we władanie - w przypadku mojej wirtualki to tylko 8 gb, ale jak rozplanujemy partycje to tylko nasza indywidualna sprawa .

erase ^?, werase ^W, kill ^U, intr ^C, status ^T
(I)nstall, (U)pgrade or (S)hell? i
Terminal type: [vt220] <tylko enter>
kbd(8) mapping? ('L' for list) pl
Proceed with install? [no] yes
Which one is the root disk? (or done) [wd0] <tylko enter>
Do you want to use all of wd0 for OpenBSD? [no] yes

W tym momencie odpala nam się edytor partycji. Nie jest on jakoś szczególnie bardziej skomplikowany niż cfdisk znany z dystrybucji Linuksowych. Wpisane "?" wyświetla wszystkie dostępne opcje, jeśli ktoś czuje taką potrzebę to niech sobie jeszcze wydzieli miejsce na /tmp albo jeśli nie chce mu się dzielić dysku to może zrobić jedną partycję i jakiś skromny swap.

> a a offset: [63] <tylko enter> size: [cośtam] 1g FS type: [4.2BSD] <tylko enter> mount point: [none] /
> a b
offset: [cośtam] <tylko enter>
size: [cośtam] 500m
FS type: [swap] <tylko enter>
> a d
offset: [cośtam] <tylko enter>
size: [cośtam] 3g
FS type: [4.2BSD] <tylko enter>
mount point: [none] /usr
> a e
offset: [cośtam] <tylko enter>
size: [cośtam] 500m
FS type: [4.2BSD] <tylko enter>
mount point: [none] /var
> a f
offset: [cośtam] <tylko enter>
size: [cośtam]<tylko enter>
FS type: [4.2BSD] <tylko enter>
mount point: [none] /home
> w
> q
Mount point for wd0d (size=cośtam)? (or 'none' or 'done') [/usr] done
Are you really sure that you're ready to proceed? [no] yes

Teraz trochę dysk popracuje do chwili aż system plików się na nim zapisze, po czym przechodzimy do konfiguracji sieci:

System hostname (short form, e.g. 'foo'): (nazwa naszego komputera)
Configure the network? [yes] <tylko enter>
Which one do you wish to initialize? (or 'done') [em0] <tylko enter jeśli to ta sieciówka którą chcemy>

Nic nie zmieniamy w konfiguracji sieci (no chyba że ktoś zauważy jakiś błąd, albo czuje taką potrzebę - np. zmiana nazwy domeny) i tylko walimy enter aż dojdziemy do momentu w którym podajemy hasło roota:

Password for root account? (will not echo) <nasze super tajne hasło>

Password for root account? (again) <nasze super tajne hasło - powtórka>

Następnie będziemy musieli określić skąd bierzemy sety. Jeśli ktoś ma ochotę to może brać je z sieci (wybiera ftp, i podaje serwer - żadna filozofia), ale jako iż my mamy wszystko na płytce nie musimy sobie tym zaprzątać głowy:

Location of sets? (cd disk ftp http or 'done') [cd] <tylko enter>
Pathname to the sets? (or 'done') [4.5/i386] <tylko enter>

Pojawia nam się lista dostępnych setów. Nie musimy jakoś szczególnie w nich przebierać - bierzemy wszystkie.

Set name? (or 'done') [bsd.mp] all
Set name? (or 'done') [done] <tylko enter>
Ready to install sets? [yes] <tylko enter>

W tym momencie zobaczymy jak ładnie wgrywają nam się pliki. Wyskoczy parę pytanek potem, ale wystarczy po prostu walić enterem, do momentu aż dostaniemy jedno o XWindow:

Do you expect to run the X Window System? [no] yes
Change the default console to com0? [no] <tylko enter>

Potem musimy wybrać strefę czasową. Niby można wpisać Europe/Warsaw ale komu się chce..

What timezone are you in? ('?' for list) [Canada/Mountain] Poland

Jeśli żadne ostrzeżenia nie wyskoczą (w zasadzie niemożliwe ale cuda się zdarzają) to gratulacje! Właśnie zainstalowałeś OpenBSD :) Wystarczy teraz wydać w konsoli "halt" i poczekać chwilkę aż system będzie chciał zrobić reboot.

Video

Dla osób którym się wydaje że instalacja mimo wszystko długo trwa i że jest bardziej skomplikowana niż opisałem proponuję obejrzeć filmik z jej przebiegu. Nie jestem jego autorem i nieco się różni od naszej instalacji to jako pokazówka pasuje bardzo dobrze.

Garth-Nix - Sabriel

Rzadko kiedy można w fantastyce trafić na coś co chociaż w teorii pretenduje do miana oryginalności. Dlatego gdy trafiam na książkę na której okładce ktoś w jakiś sposób wspomni że jest odkrywcza dla gatunku, albo w jakiś inny sposób genialna i bestsellerowa to wkładam taki opis między bajki i po prostu ją odkładam. W przypadku Sabriel – sam nie wiem czemu – zrobiłem inaczej i mimo dużej dawki sceptycyzmu nie wróciła na półkę. Było warto dać jej szansę.

Tytułowa Sabriel jest z pozoru normalną dziewczyną uczącą się w szkole z internatem. Pochodzi ze Starego Królestwa – kraju za Wielkim Murem w którym nic nie jest takie jakim się na pozór wydaje, a o którym opowieści większość mieszkańców Ancelstierre nie bierze na poważnie. No bo jak w wypełnionym logiką świecie uwierzyć że ludzie władają tam dziwnymi mocami i że żadna wyższa technologia nie pomoże w obronieniu się przed istotami zrodzonymi z Wolnej Magii? Ratunkiem dla niej może być jedynie Kodeks – siła będąca przeciwwagą dla niej, a którą umie władać bohaterka książki. Jest ona córką Abhorsena – nekromanty który wysyła duchy zmarłych z powrotem do Śmierci i w którą może się zagłębiać o ile ma odpowiednio dużo siły na to.

Żyła by ona sobie dalej w cieple i spokoju gdyby nie to że coś uwięziło w Śmierci jej ojca. Teraz nie zważając na nic musi wyruszyć na jego ratunek zagłębiając się w mroczny i surowy świat za Wielkim Murem wyposażona jedynie w to co dostała od posłańca – atrybuty każdego Abhorsena – miecz i dzwonki nekromanty.

Książka jest pierwszą częścią trylogii i trzeba przyznać że mocno wciąga od samego początku. Ciągle się coś dzieje, a to co spotyka naszą bohaterkę na każdym kroku zaskakuje. Nie czuć jakiś zgrzytów i niedopasowania w świecie wykreowanym przez Nixa – całość wydaje się spójna. Nawet wpleciony wątek miłosny w żaden sposób nie razi. Spodoba się nawet tym którzy nie gustują w fantasy - sprawdzone.

Naprawdę warto. Polecam! 10/10

Jazz Linux nadal żyje!

07 lipca, 2009

Dawno temu istniał Aurox - oparta o RedHata (a później na Fedorze) polska dystrybucja tworzona dla zwykłego użytkownika komputera. Na upartego można by rzec że było to takie "polskie Ubuntu", które dość prężnie rozwijało się przez około 4 lata. Prawa do loga i znaków handlowych przejęła Coba Solutions która nie potrafiła się dogadać i wykorzystać potencjału społeczności co doprowadziło do upadku dystrybucji.

Jazz Linux był kontynuatorem Auroxa tworzonym przez społeczność. W przeciwieństwie do poprzednika był oparty na CentOS. Miało to swoje plusy, miało też minusy. Niestety sytuacja była podobna do tej w jakiej teraz jest KateOS - wszyscy kibicowali, jednak mało kto chciał pomóc. Mimo pewnych osiągnięć ekipa stopniowo się wykruszała i projekt został zawieszony.

Jednak po dłuższej nieobecności projekt wraca do żywych! To dobra nowina dla fanów polskich dystrybucji gdyż z tych poważniejszych jedynie PLD nie ma problemów z rozwojem. W tej chwili trwają prace nad wprowadzeniem KDE 4.3 i w związku z tym potrzebni są testerzy i ludzie skłonni do pomocy. Oczywiście każda pomoc czy opinia się przyda!
Aktualne info o pracach znajdziecie na linuksowo.pl

Siergiej Łukjanienko - Nocny Patrol

Rosyjscy pisarze mają szczególny dar opisywania codzienności w przytłaczających odcieniach szarości na tle których nieliczne postacie odcinają się jaskrawymi barwami. I choć może ciepłe barwy na tle nijakości przyciągają Cię do siebie, to raczej powinieneś uciekać niż iść ku nim. Bo Nocny Patrol może nie zdążyć Ci pomóc.

Na świecie są jedynie dwie siły które nim rządzą – Światłość i Ciemność. Choć oficjalnie obie są związane traktatem mającym uchronić go przed Armageddonem to każda strona stara się mimo wszystko uzyskać przewagę. Antonii, członek Nocnego Patrolu (reprezentującego Światłość) codziennie stara się zachować status quo, nierzadko zacierając granicę między dobrem i złem. Bo tutaj czynienie dobra, jest przyzwoleniem na czynienie zła. Dlatego nie tępi się wilkołaków i wampirów po prostu pozwalając im żyć, a jednym z zadań Nocnego Patrolu jest ich kontrola i przydzielanie co jakiś czas „posiłków”. Dlatego jeśli będzie Was coś w najbliższym czasie ssało w szyję to wiecie gdzie się zgłosić z pretensjami..

Nasz Antoni, jest w stanie wchodzić w Mrok – formę świata równoległego, w którym wszystko jest takim jakim jest naprawdę i w którym przebywać mogą tylko Inni. Jednak mimo tego że Mrok jest w stanie wiele dać, to też dużo zabiera – wtedy coś co mogło pomóc staje się pułapką. A śmierć w tym przypadku była by chyba czymś najbardziej pożądanym, choć o nią w tej pracy nie trudno.

Łukjanienko mimo kolejnego osadzenia akcji w Moskwie (podobnie jak w Brudnopisie) potrafił mnie zaskoczyć wykreowanym przez siebie światem. Szczególne wrażenie robią postacie jakie w książce spotykamy, a obserwując je możemy dostrzec jak bardzo człowiek podatny jest na manipulację i jak łatwo nim sterować za pomocą ambicji i pragnień. Książka mocno wciąga już od samego początku i momentami zaskakuje rozwojem fabuły.

Pozostawia ochotę na jeszcze trochę. Polecam. 9/10

Znowu wylądowałem na Archu. Coś musi być w tym że ostatnio żadna inna dystrybucja mi nie odpowiada..

June 2009 shot - ArchLinux
Gtk: Murrina-Tangoesque, Openbox: Surreal, Ikony: Gnome Colors (Brave)
firefox, pcmanfm, urxvt